Żyje sobie.

Płacze bardzo często, bez powodu, bez przyczyny, dąsa się, narzeka, mówi, że nic nie idzie po jej myśli.
Po śmierci kochanej osoby, wszystko się zmieniło, choć ta istota nie była tak ważną.

Choć kocha, męczy się u Jego boku. Męczy psychicznie – najbardziej. Męczy ją wychowywanie dorosłego człowieka, męczy tłumaczenie i uczenie tego czego rodzice nie nauczyli.

Czesem wspomina o ambiwalencji.

Męczy rodzina, męczą rodzice. Nazywana, nieodpowiedzialną, zawsze beztroską. Nie potrafiąca przyznać się do błędu egoistką – chciała pokazać, że potrafi. Zaczęła pracować, potem zajęcia plastyczne. By wiedzieli, że mają zdolną, pracowitą i sumienną córke. Najlepszą ! Godziła wszystko ze szkołą i życiem towarzyskim. Do tego obowiązki w domu, których miała troszkę więcej niż brat. Marzyła by, któregoś dnia, jej matka usiadła z nią w pokoju i powiedziała – Kochanie, ja widze, że potrafisz, nam nie trzeba nic udowadniać.

Nikt nigdy tak nie powiedział, nikt nigdy nie spojrzał z podziwem.
Chłopak nie pomógł, gdy wiedział, że jest źle. Milczał, gdy płakała.

Ona pomagała Jemu, szukała szkoły, chodziła do dentysty, gotowała kolacje, pomagała w nauce, sprzątała w domu.

Ojciec jej z – beztrosko żyjacym – bratem, nauczeni, że kobiety miejsce jest w domu – czekajcy na jej powrót ze szkoły by robiła im obiad. Jak by Bozia nie dała im rąk. Rąk, które potrafią zadać ból, a które nie potrafią ukroić chleba. I twarz, która nie uśmiecha się gdy zrobi coś godnego uwagi, usta, które słowami nauczyły, że jest gorsza niż inni, że jest mała, i nic nie osiągnie. Jak to ? Przecież ona tak bardzo czeka na swój mały, wielki dom. Dom pełen szczęścia i miłości. Dom ciepły, otwarty, z zawartością dwojga szczerych i oddanych ludzi.

Jednak jest coś co być może, nie pozwoli jej go storzyć – ona nie potrafi o tym powiedzieć głośno. O tym co boli. O tym, że czuje się jak córka i matka, o tym, że nieszanuje i kocha, o tym, że jest zmęczona i pełna pomysłów, zmęczona życiem – czekając na upragnioną przyszłość.
Jest tak wiele rzyczy do powiedzenia … komuś, kto nie tylko wysłucha, i dowie sie przy tym ‚co u niej’, ale pomorze. Tak mało jest ludzi, którzy wiedzą jak zachować się w takiej sytuacji.

*

„Kochasz mnie jeszcze ?”

„Nie.”

„Nie ? Czemu ?”

„Bo mi się już …”

„Tak ?”

„… impulsy serduszkowe wyczerpały.”

*

„… tak w zasadzie to kiedy my się poznaliśmy kochanie ?”

„Na tej listopadowej ‚parapetówce’, pamiętasz ?”

„Tak pamiętam. Ty chyba nie pamiętasz, że razem tańczyliśmy wtedy ?”

„Jak mógł bym zapomnieć, wtedy właśnie mi się spodobałaś. Tańczyliśmy a mi z oczu płyneły łzy …”

A gdyby tak …

… wyobraźić sobie swoją przyszłość. Masz na nią jakąś koncepcje ? Masz marzenia ?
Ja wymarzyłam sobie szkołe wyzażu. ‚Drogie’ marzenie, prawda ?
Własny dom i życie na kocią łape.
Nie sama, z tym jedynym, ukochanym mężczyzną, którego być może już znalazłam.
Wszystko w najlepszym porządku.
Zajęci swoim życiem, spełnianiem swoich marzeń. Bez dzieci, bez kota, bez współlokatorów. Praca, studia, sobotnie szalone wieczory z przyjaciółmi, wspólne wakacje.
Być samodzielnym, decydować o swoim życiu, mimo, że nie jest to proste.
A jeśli coś przekreśli te marzenia ?
Jeśli coś przekreśli wszystkie plany, idee ? Jeśli coś przeciwstawi się Twoim poglądom ? Współlokator, kot … A może dziecko ?!

Wszystko ładnie piwęknie, tylko miękkim hujem podparte.

Wygladam przez okno i widze Ciebie. Idziesz sam. Spuszczona glowa, o czyms byc moze myslisz. Mam gleboka nadzieje, ze o mnie. Ze tesknisz, ze bardzo chcesz mnie teraz zobaczyc. Bo ja tak, jak najbardziej. Mimo to, ze ostatnie spotkania do milych nie nalezaly. Mimo to, ze milczymy. Mimo to, ze strasznie krzyczysz i potwornie sie denerwujesz. Powiedz mi prosze co robie zle. Co jest nie tak ? Przeciez ja tak bardzo sie staram by bylo dobrze. By to o co tak bardzo sie staralismy wytrwalo ! Bo dalam Ci cos co ludzkiej istocie mozna dac najpiekniejszego – milosc. Bo wierze w Nas ! Chcesz wiedziec co Ty robisz nie tak ? Dajesz mi cos co ludzkiej istocie mozna dac – najgorszego – smutek i zal. Wiesz co robisz ? Powodujesz placz. Placz w oczach, ktore patrza na Ciebie z miloscia, umilowaniem, utesknieniem. Oczy, ktore sie do Ciebie smieja, gdy mowisz jak bardzo kochasz. Czesto przez te slowa nieswiadomie powodujesz, ze leje sie krew. Blizny nie bledna.
I widzisz kotku jak jest ? Widzisz jak bardzo jest to przykre moj robaczku ?
Widzisz kurwa mac co sie dzieje ? Co kurwa robisz, jak sie zachowujesz ?
Jeszcze raz Ci przypominam, ze powodujesz placz w oczach, ktore Cie kochaja ! Ktore do cholery patrza na Ciebie z miloscia !
Wybierasz pierdolony narkotyk nad uczucie, nad kobiete, ktorej dzien dnia mowisz kocham.
Czy Ty wogole myslisz nad tym co robisz ? Za pewny siebie jestes ? To kurewska pomylka !
Traciles to co masz najpiekniejsze z kazdym dniem ! Dzis byc moze straciles na dobre ! A wiesz czemu ? Bo ja nie szanuje ludzi, ktorzy nie szanuja mnie !
Nie szanuje egoistow, cynikow, i dumnych, pozornie dojzalych chlopcow !
I jak to powiedziales ? „Wszystko ładnie pięknie ale miekkim chujem podparte.” I miales racje, tak bylo jest i bedzie !

Żyleta …

Bierzesz do reki zyletke …
Masz swoja specjalnie na te okazje ! Siadzasz w kaciku, po cichutku, po malutku … Odwijasz rekaw, ogladzasz reke, na przemian z zyletka. Przymiezasz sie. – I tniesz. Szczypie, boli, jednak Ty tniesz dalej. Widzisz krwe, ale to jeszcze nie powod do satysfakcji … Jeszcze nie teraz ! Tniesz jeszcze kilka razy … Boli, krew leci strumienimi. Reka zaczerwianie sie, byc moze sinieje – to akurat nieistotne.
Ulzylo ? Tak … Juz wiesz jak pokazac bol i cierpienie. Juz wiesz jak zamanifestowac to. Ocierasz reke z krwi ? Tak zrob to … Rana moze sie nie zagoic. Bo przeciez, jak wiesz – bolace rany goja sie bardzo dlugo.
Wstajesz, patrzysz w lustro. Mloda, rozesmiana z pozoru twarz.
Szybki telefon – ustawka. 15 zlotych na 3 osoby. To tlumaczy wszystko. Nabitka na zabitka … ten dziwny drazniacy, ale z czasem zadawalajacy zapach. Buch za buchem … Spalony wyraz twarzy, spalony usmiech. Idziesz do domu ?
Idz …
W domu bierzesz ciepla, pachnaca, pienista kapiel … i zyletka. Potem znow widok krwi.
Przyzwyczajenie … to jak nowa lampka w pokoju, do ktorej z czasem i tak przywykniesz.
Nic Ci to nie mowi ? Nie znasz tego uczucia ? Nie wiesz o czym mowie ? To ja Ci opowiem … opowiem Ci jak to wszystko sie zaczelo …

*

Poprzedniego wieczoru usłyszała od ojca znaczące jednak przykre słowa: „Bedziesz bita tak jak ja.”

*

Dziś usłyszała, że jest zerem, że jest nic nie warta.
Nic w życiu nie osiągneła, nic w życiu nie osiągnie. Nic, nic !
… jest zapatrzona w siebie, nie licząc się z innymi.
Nie chciała tego słuchać, ale zawsze musi, do końca.

Ulga.

Znów dzień pełen obowiązków. Zaczyna go wczesnie by nie marnowac czasu. Szybka kapiel, sniadanie dla rodziny, porządki, zmywanie, odkurzanie i jeszcze koszule ojca – lubi gdy sa swieze i uprasowane. Mloda twarz, szczuple dlonie, dlugie jasne wlosy, bo mama lubi gdy sa dlugie, rozpuszczone. Dziewczyna o której pisze, zapewne chciala bym ktos dowiedział się o tych kilku mniej radosnych chwilach z jej zycia. Być może, jeszcze długo by milczała, ale gdzies tam, gleboko bardzo by chciala by zapytano ja o to czy jest szczesliwa, i przede wszystkim, czy zawdzięcza to swojej rodzinie. (?)
Tego dnia miala już wszystko zaplanowane, rano obowiązki, potem znajomi a wieczorem impreza. Caly tydzień na nia czekala, i oczywiście zasłużyła – praca.
Pierwsze spotkanie z chłopakiem, godzina 15:00. Zmyla się szybko, bo wie, ze rodzice, a przynajmniej ojciec nie chce aby się spotykali. Mile przywitanie, setki pytan, dlugie rozmowy. Roześmiani wchodza do pub’u gdzie siedzi reszta znajomych. Ona jak zawsze musiała długo prosić rodzicow o pieniadze. Za uproszone kilka zlotych spędziła z ludzmi popołudnie. 18:15 – spóźnienie, w strachu idzie do domu. Jedno pytanie – co oni mi powiedza ?
Wchodzi po schodach, jak zawsze wyjątkowo długo. Otwiera drzwi, zdejmuje buty, w kuchni mama. „Zapomniałaś gdzie mieszkasz ?” „I ty chcesz impreze ?” „Owszem, pojdziesz, ale dla Ciebie ona konczy się o 24:00, idz się szykuj bo zostalo ci malo czasu.”
Przebrala się, pokazala mamie i wysłuchała na wychodne „Zachowuj się tam, i nie pij za duzo, pamiętaj lekarstwa, i godzina !”
Buty, torebka i wyszla. Impreza wlasnie była w pelni. Dobrzy znajomi, zgrana elitka, i oczywiście to wszystko co potrzebne do dobrej zabawy, uzywki w roznej postaci.
Grzeczna była ale tylko w domu przy zlewie i scierce, 5 kolejka, szlug do piwka, i buch.
Wytańczyła to. Nastepna kolejka. Tu drink, ktos podaje piwo. Takie imprezy lubila.
Już po 24 … ona bawi się w najlepsze. Muzyke przerwal telefon – mama.
Nawymyślała jej, kazala przychodzic do domu natychmiast.
Dziewczyna w szla w strachu, każdy schodek był dla niej wiecznością, drzwi i … dom.
Weszla, zdjęła buty, odwróciła się i poczula reke rodzonej matki na swoim policzku. Przeraźliwy odklos spoliczkowania. Ten ze strony najbliższych jest najgłośniejszy. Wykrzyczala: „Uderz jeszcze raz może Ci ulzy !!” Czuje jej reke jeszcze kilka razy., Wykrzyczaly sobie wiele przykrych rzeczy. Usłyszała, ze jest pusta, nic soba nie reprezentuje, nie ma ambicji, nic nigdy w zyciu nie osiągnie. Jest nikim, zerem ! To zabolało, kazala matce wyjsc z pokoju. Dusila placz. Drzwi się zamknęły, po policzku popłynęła lza, na ustach poczula jak plynie nastepna. Długo siedziała jeszcze w rogu lozka, ściskając poduszke. Zasnęła w ubraniu, zaplakana …
Rano obudzil ja ojciec, pokazując odkurzacz i sterte prasowania, skromnie dodając, żeby nic nie planowala przez najbliższy tydzień, bo przesiedzi go w domu. Ojciec wyszedl do pracy, była godzina 6:00, a ona już prasowala nastepna koszule. Brat wstal ok. 10:00, opierdolil 3 bulki i reszte dnia przesiedział przy komputerze.
Dziewczyna nareszcie skończyła, dyskretnie wyszla z domu. Odliczala czas, do przyjscia ojca z pracy.
Wróciła do domu, otworzyl jej … on. Nie zdążyła się usprawiedliwic, zdjol swój ciezki kapec, i nie patrzyl gdzie bije. Bronila się rekoma. Wreszcie nie wytrzymala „Uderz mnie jeszcze raz, i mnie wiecej nie zobaczysz !!” Poczula jego ciezka meska ojcowska reke na policzku. „Będziesz mnie straszyc gówniaro ?” Zabolało raz jeszcze, uderzyl po raz kolejny.
Weszla do pokoju, zdjęła spodnie, czerwone uda, posladki, czerwone, az filetowe dlonie, i pobita twarz. Położyła się na brzuchu aby nie bolało, zacisnęła zeby aby nie plakac. Wczesnie zasnęła, nic nie jadla.
Rano czekala az ojciec wyjdzie do pracy. Na fotelu sterta prasowania, tym razem kuchenne scierki, wiadro z woda, wystawiony już odkurzacz i kartka od mamy – obierz ziemniaki. Rozesmiala się w glos, usiadla na fotelu ojca, popatrzyla na pusty pokoj, wypila kawe, zapalila papierosa. Zaslala lozku, poukładała na biurku, wziela torebke, papierosy i pieniadze.
Krzyknęła bratu „Zamknij za mna drzwi.”
Nie wróciła …

  • Made by me.

  • Inspiration.