Się trochę zmanierowałam mieszkaniem w Warszawie. Moje zachowania i przyzwyczajenia też zrobił się takie Warszawskie.
Dziś szybko zerwałam się z łóżka, bo moja prywatna opieka medyczna wysłała mi smsa z terminem i lokalizacją wizyty lekarskiej z grubym opóźnieniem. I jak już od miesiąca próbuję dotrzeć do ginekologa i zbadać to co tam się mi dzieje, to tym razem znów nie dotarłam. A ostatnia wizyta u starej miągwy skończyła się stwierdzeniem, że badania robi się co trzy lata, i co ja tu robię. WTF ? Powinna mnie po piętach całować.
Nie zmartwiona nie zrealizowaną wizytą u doktora, wleciałam jak szalona do centrum handlowego. Po Warszawsku siadłam se pijąc cappucino, i podglądając znajomych na Facebooku. Orbit ? No jaha!
Gadżety do domu, potem gadżety do lodówki, i gadżety do szafy. Mój mały wąż z kieszyni trochę się zirytował, zaczął nerwowo sie poruszać, bo zbyt wiele razy wciągnęłam moją czekoladową kartę. Próbowałam go uspokoić kurtką z przeceny, jednak na niewiele się to zdało. Uspokoił się dopiero w domu podczas zabaw w ogrodnika, a całkowicie odetchnął przy zabawie we fryzjera. Haha, ale jazda.
Może to wydać sie głupie (z resztą nie tylko to), ale najciekawszym momentem, tuż po dobieraniu dodatków do mieszkaniu, było mało Warszawskie klapnięcie na ławce, i obserwowanie ludzi. Jakaś stara baba zażerała kawałek pizzy, kolo motywował swoich pracowników przez telefon, spodobał mi sie jej buty, a tamte jeansy jednak lepiej by wyglądały na mnie.


W sumie nabijam się trochę, ale tak raczej jest, że każdy prędzej czy później zaczyna oddychać Warszawskim powietrzem. Gdyby to było Zajezierze, to oddychała bym tym Zajezierskim. Począwszy od kawek i herbatek w Coffee Heaven, opowiadaniu o swoim życiu na portalu, po lansowanie się z najdroższym telefonem, eee … zmieniłam na ten tańszy. Jeszcze tylko powinnam się nauczyć tego chamstwa a’la na Warszawkie. Swoją drogą w Gdyni żyje się wolniej, spokojniej, mniej stresowo, czyściej i lżej się tam oddycha.