Moje święta są już w pełni gotowe. Posprzątany, pachnący, przystrojony dom. Świąteczno-wiosenne porządki z odgruzowanymi szafkami i ‚wyautwanymi’ niepotrzebnymi klamotami – zaliczone. Zawsze wtedy uprzytamniam sobie jakie to mieszkanie jest małe, ile my mamy szpargałów, a ile tych niepotrzebnych (?!) Żonkile pięknie zakwitły, a rzeżucha już opadła, bo ja się dietuję, a Ł. nie może garnąć swoim małym móżdżkiem, że to się je.

Jestem u rodziców, pomagam mamie w przygotowaniach. Zatrudniając mnie do sprzątania zawsze liczy się z tym, że wszystko będzie stało po mojemu, czyli zupełnie inaczej niż by Ona tego chciała. To urocze, ale zawsze potem pocichutku odstawia wszystko na swoje miejsca, a najchętniej, gdy wyjadę. Uwielbiam moją mamę.

I tatę! Który był przekonany, że 9 kwietnia jest jakieś ważne święto, na które kupuje się prezenty, i czy to urodziny, imieniny, czy dzień kobiet ?
Do tego wszystkiego Ł, który myśli, że słowo fiszbina to taka śmieszna dokuczliwa obelga, a od dwóch dni mówi do mnie żorżeta. Rodzina Leśniewskich.


Dziś rozpoczynam tygodniowy urlop. Przysięgam, bedę się obrzydliwie leniła, piła, paliła i przeklinała. A! I jeszcze kilka razy się wystroję.