W moje ręce wpała przedwczoraj książka pt. „To będzie najlepszy rok Twojego życia!” Debbie Ford.
Po przeczytaniu 40 pierwszych stron (co zresztą zajęło mi kilka chwil, i nawet nie zorientowałam się kiedy byłam już na 20tej, wykąpana, przebrana w piżamę, i wczytana w nowy nabytek Ł.) doszłam do zaskakującego wniosku – chyba nie jestem tak popieprzona jak mi się wydawało, i wystarczy naprawdę wziąć się w garść. Okazuje się, że chyba nie będę musiała leczyć się na głowę, siadać na kozetce, i wyrzygiwać jak to nienawidzę świata, jak mi los nierówno rozdał, i mam jakieś rozdwojenie jaźni z wahaniami nastrojów.


Doszłam do wniosku, że żyje fantazją i nadzieją, że pewnego dnia los i świat się do mnie uśmiechnie. Wmawiam sobie, że szczęście i spełnienie mi się należą. Zamiast twardo stąpać po zmieni, planować, kontorlować, działać, ja jedynie trwam w oczekiwaniu na lepszy dzień.

Pierwszy rozdział potężnie daje do myślenia, do zastanowienia się nad własnym nastawieniem do życia, otoczenia, do siebie. Zadziwiające, że to właśnie książka złapała mnie za ramiona i mocno mną potrząsnęła. Pociesza mnie tylo myśl, że należę raczej do większości, która czeka na ‚poszczęszczenie się’.
” … może być twoje, nawet jeśli sie masz solidnego wykształenia, nawet jeśli w przeszłości zdarzyło ci się robić złe rzeczy, jeśli nie masz kryształoego charakteru [...] i wydaje ci się, że otaczający świat jest poza twoją kontrolą.” – prawie jak by mówiła do mnie. Prawie, bo nigdy autorka książki mnie nie pozna. Apstrahując od tego, że słowa te są ułożone, i dobrane w taki sposób, aby trafić do takiej mnie – trafiają i to skutecznie.
Podobnie jak w „Prezencie” autorka szkiucuje i doradza plan działania, na który składają się: marzenie, sam plan i spełnienie. Prościej mówiąć – wymarz sobie Coś, zaplanuj jak to urzeczywistnić,  ciesz się każdym najmniejszym drobiazgiem, bądź dumny z siebie i swoich działań.
I weź tu teraz zamarz. Nie marzyłam już bardzo długo, w zasadzie nie wiem kiedy po raz ostatni. Przy prowadzeniu firmy nie było na to miejsca i czasu, potem było tyle problemów, że nawet bym się nie ośmieliła, zaraz potem na spełnianie marzeń nie miałam zupełnie pieniędzy, a teraz moim jedynym marzeniem stał się Święty Spokój.
Mam strasznie, obrzydliwie, i niegrzecznie wyjebane na wszystko. Czy wtorek bedzie po sobocie, czy ktoś mi posoli ubranie. Dobra! Postaram się, dziś przed snem, albo jutro …
Ide malować jajka, może mi się wymarzy jakiś kogcuik.