Archiwum dla Wrzesień, 2011

.

Ktoś mądry powiedział mi kiedyś, że:

Bóg stawia na naszej drodze życiowej zawsze to, z czym wie, że sobie poradzimy.
Nic ponad naszą siłę, wytrwałość i możliwości.

Tylko w tym całym idealnym, światowym planie brakuje jendej rzeczy.
Przy każdym „to” brakuje metki, z krótką instrukcją jak sobie z „tym” radzić.
Ile czasu, i łez musi upłynąć.

22.09.’11.

On: „Mam pomysł! Umówmy się na randkę we wtorek. Gdzieś w centrum … „
Ona: ” … ?”
On: „Po prostu zróbmy coś dla siebie. Ja na przykład chcę w niedziele zrobić pyszne ciasto.”
Ona: ” … ?”
On: ” Ty mnie wogóle słuchasz ?”

Kurwa, oczywiście, że słucham. Ale słuchając Ciebie próbuję jednocześnie nadąrzyć za tym co mówisz, zrozumieć to, spokojnie przyswoić, utożsamić się z tym i zrozumieć tego cel. Przy czym jeszcze oswajam nerwy do zbliżającej się rozmowy kwalifikacyjnej, układam sobie słowa w głowie. Mało tego – myślę jeszcze co kupić i czego nam brakuje w domu, bo właśnie wchodzimy do marketu.
Z tyłu głowy hamuje plan padnięcia na rozmowie kwalifikacyjnej na kolana i proszenia o szansę, bije się z monotonią drugiego miesiąca w domu, dumą patrzenia jak sam nas utrzymujesz, i ambicją nic nie robienia.
I teraz weź tu coś powiedz !
Jak jeszcze oczko mi poszło …

Jednak przyznam, że do naszego domu zakradło się maleńkie unormowanie, i spokojny sen.
Odblokowali Tobie zaległą prowizję za ludzi. Z reszta zablokowaną nie z Twojej winy, a z winy niekompetentnych osób.
Opłaciliśmy to co zaległe. Dostałam zaproszenie na rozmowę kwalifikacyjną do banku. Z jej przebiegu jestem bardzo zadowolona.
Węzeł powodzenia wisi w strefie bogactwa. Wesołe fotografie przyjaciół w strefie pomocnych ludzi.

Jeśli to nie chwila przełomu w moim cholernym życiu, to … to co ? Co mi daje energię by dreptać w tym gównie ?

17.09.’11

Rok temu o tej porze, dokładnie w połowie września 2010 roku przyśnił mi się mój zmarły dziadek. Ukochany dziadek.
Z babcią i dziadkiem spędziłam najpiękniejsze gwiazdki, niedzielne obiady, najmilsze chwile dzieciństwa. U nich nauczyłam się jeździć na wrotkach, mówić pacierz, rozwiązywać krzyżówki, malować farbami. Bardzo ich kocham i tęsknię za nimi. Obecnie mieszkam w mieszkaniu po moich dziadkach. Razem z Ł. wyremontowaliśmy je, odświeżyliśmy, wstawiliśmy nowe meble. Zawsze marzyłam aby tu mieszkać. Wyglądam przez okno i widze siebie, jak biegałam między drzewami. Idę na przystanek i przypominam sobie wszystkie wycieczki z babcią … Zoo, Wilanów, Łazienki, Muzea. To wszystko potęguje tęknotę.
Dziadkowie są mi bardzo bliscy, w związku z czym śnią mi się zawsze wtedy, gdy chcą mi coś przekazać. Zły wybór, dobry wybór, złe wydarzenie, dobre wydarzenie.

Dziadek przyśnił mi się w nie wyremontowanym mieszkaniu (swoją drogą chyba im się nie podoba po remoncie), jesteśmy sami w mieszkaniu, na zewnątrz przeraźliwa burza. Strasznie się bałam. Pioruny, grzmoty, gdzieś pożar, jakieś budynki sie zawaliły, syreny. Apokalipsa. Trwało to jaks chwilę. Dziadek milczący, był spokojny. Nagle podchodzi do okna, ja staje obok niego, wyglądam, a tam ? Niesamowite, piękne słońce, pogoda jak z bajki. Mamy z wózeczkami, ktoś z psiakiem na spacerze, śmiechy, krzyki dzieci. Cudownie, radośnie. I staliśmy tak w milczeniu …

Opowiedziałam ten sen mamie;
„Dziadek chciał Ci powiedzieć, że po burzy wyjdzie słońce.”
Zastanawiam sie ile jeszcze razy mnie oszuka (?)

15.09.’11

Jesteśmy tak prosto i nieskomplikowanie skonstruowani, że mamy potrzebę wierzenia w „Coś.”
Tysiące religijnych wyznań, bożków, bóstw, rytułałów, zabobnów. Jesteśmy leniwi i idziemy za tłumem, więc wierzymy i często nie praktykujemy.
Jestem wierząca, nie praktykuję. Słowo Kościół mnie tak dziwnie drażni, jestem zdania, że powinni go opodatkować, prędzej Kościół niż młodych przedsiębiorców.

Ale gdy zawodzi czterolistna koniczynka, modlitwa, pozytywne nastawienie, i wszystkie inne ciekawe dodatki, które miały poprawić Twoje życie, w ogólnym pojęciu – zawodzą, to co teraz ?

Ja zaczytałam się w Feng Shui i poszłam do wróżki. Bóg mnie chyba skarał, bo nic sie nie sprawdziło.
Nie, przepraszam bardzo – sprawdził się te fatalne rzeczy:
Stan deprestyjny,
Utrata pracy,
Czarna dziura,
Płacz i rozpacz,
Choroba taty,
Choroba mamy,
„Taki stan, że nikomu takiego nie życzę.”

Natomiast cuda na kiju nie. Szczęście, radość, brak zmartwień, łatwe pieniądze, dobra praca, szczęśliwa miłość.
Ja czekam z utęsknieniem.
Możecie mnie zabić, ale naprwdę czuję potrzebę wierzenia w „Coś”.
Lada dzień przestawię pewnie mieszkanie do góry nogami wedle zasad Feng Shui. Łóżko z prawej na lewą …

14.09.’11.

Zadowolenie: -1
Samorealizacja: -1
Praca: -1
Miłośc: -1
Pieniądze: -50 000
Dom: posprzątany
Przyjaciele: dobrze,że są
Ambicja: gdzieś zniknęła

Tak! Jestem cholernie nieszczęśliwa.

Odkuszyłam tego bloga, ponieważ chciałam go traktowac jak … yh … terapię.
Pomyślałam sobie, że lepiej będzie tutaj sobie pobazgrolić, niżeli miała bym gadać sama do siebie. Popiszę sobie, jak popiszę , to potem nie gadam, a przede wszystkim – nie gadam do siebie. Jak pobredniuje tutaj, to potem nie wariuję. Ha ha!

Bo do kogo gadać tak naprawdę ? Moje serdeczne przyjaciółki zaczęły nowe etapy życia, te lepsze etapy życia. Tak, zazdroszę im, ale niegdy w życiu nie pożałuję. Miłośc kwitnie, zaręczyny, śluby, nowe mieszkania, wspólne romantyczne wyjazdy, skończone studia, zadowalająca praca, gorsza przeszłość przekreślona grubą kreską. A u mnie ? U mnie constans, cholerny kurwa constans, dosłowny, śmierdzący i obrzydliwy. I teraz zatruj im tą różowość swoją cholernością. Wolę słuchać jak bardzo są szczęśliwe, niż patrzeć jak bardzo są skrępowane moją czarną dziurą.

Moją wadą, a jednocześnie zaletą jest dażenie do najlepszego i idealnego. Pochodzę z domu, w którym powtarzano „sześć, czemu nie siedem?” I tak mi zostało. Podnoszę sobie cały czas poprzeczkę, a jak nie wyjdzie to z bardzo wysoka upadam. Pupa boli. Najgorsze jest to, że bardzo czesto nie wychodzi.
Wyprowadziłam się z domu od razu po maturze. Wydaje mi się, że za wcześnie. Nie miałam czasu by oswoić się z nowym etapem życia, wejściem w małoletnią dorosłość. Wystartowałam. I wiecznie byłam z siebie nie zadowolona.
Gdy miałam 16 lat wymarzyłam sobie tyle rzeczy, tyle postanowień. Studia, praca, sensowny bieg życia …
I wszystko szlag trafił.

Dziś mam tylko jedno marzenie, by moi rodzice byli ze mnie dumni. Jakim kosztem, jaką pracą, i jaką wytrwałością to zrobię, bez znaczenia.

Martwi mnie tylko jedno. Jestem zdrowa, młoda, mam dwie ręce i dwie nogi – jak to się mówi, a zupełnie nie mam kontroli nad swoim życiem. To strasznie demotywujące.

10.09.’11

On: „Prosze Cię, chociaż przy swoich znjomych mnie nie poniżaj.”
Ona: Cisza …

No bo … bo ja … yy … Bo tak jest.
Dobra, jestem cholernie nieszczęśliwa, i wszystko mi nie pasuje. Inne życie sobie wymarzyłam, inne cele zaplanowałam. Z resztą zawsze jest tak samo. W każdej dziedzinie mojego życia. Salon biał być turkusowo-brazowy, a jest blado-bladowy. Miały być studia, a są pieniądze w błoto. Miałam się realizować, realizował się On. Zawsze, przysięgam zawsze ustępuje.
A dziś budzę się z ręką w nocniku, bo nikt nie chce ustapić mi.

Nie czuje sie przy Tobie bezpiecznie, ani psychicznie, ani fizycznie, ani w żadnej innej dziedzinie życia.
Swojego napewno by Ci ni poświęciła, bo już raz Ci zaufałam i bardzo źle na tym wyszłam.

Wyprowadzaliśmy się do Radomia, mój tata wtedy powiedział do Ciebie (stanowczo i wyraźnie!) - Opiekuj się moja córką.
Nigdy tak naprawdę sie nie zaopiekowałeś. Jakkolwiek by to nie miało wyglądać.
Poświęciłam dla Ciebie swoje życie, świat, przyjaciół, rodzinę, szkołę, pracę, czas, siebie. Realizowałeś się moim kosztem, jesteś niewdzięczny dziś i wtedy, i wogóle zachowujesz się jak by to była moja wina, a jutro powiesz, że to Ci się należało.

Proszę, napraw kran. - Jest zapsuty o dwóch miesięcy, powtórzyłam to już z 6 razy. I nic.
Mamy problemy finansowe, a Ty kupujesz sobie telefon! – No tak, mamusia Ci kupiła na urodziny. My na czynsz nie mamy, a Ty chwalisz się telefonem za 1300,00 zł !! Kurwa !
Czemu nie ma Cię w biurze ? – Bo Ci się nie chciało. Jutro skończą sie oszczędności, ale Ty jesteś książe. Mężowie, faceci, narzeczeni moich przyjaciółek, koleżanek, sióstr pracują na dwa etaty, dorywczo, bo zapewnić im byt, by odłożyć, by mieć na lepsze jutro, by spokojnie spać! Bo tak robi dziś normalny, odpowiedzialny, dojrzały facet !
Odebrałam badania, mam zapalenie. Powinnam zrobić dokładne badania, i leczyć się. – No i co teraz ? Najlepszy scenariusz – dla Ciebie! Kupujesz sobie skuter, dodatki do PS3. A ja od 4 miesięcy nie wiem tak naprawdę co się ze mną dzieje, bo nie mam pieniędzy na lekarza.

Jak wygłąda partnerstwo ? Jaka jest definicja partnerstwa ? Związku ?
Mężczyzna będzie się opiekował kobietą tylko wtedy gdy nosić będą obrączki ?
Czy kobieta jest materialistką gdy prosi o pomoc ? Kiedy zaczyna się materializm ?
Czy ma powód by się denerwować, jeśli dopiero straciła pracę, nie zapłacono jej za 2 ostatnie miesiące, a jej ‚mężczyzna’ żyje pełnią życia i jest cały czas na jebanyh wakacjach ?
Gdzie kończy się opieka, a zaczyna niańczenie ? Gdzie jest granica między pomocą, a sponsorowaniem ?
Czy wogóle można tak to rozgraniczać, u ludzi śpiących w jednym łóżku ?

12.09.’11

  • Wypisanie postanowień
  • Mała dieta
  • Ogłoszenia manicure/pedicure
  • Wysyłanie Cv
  • Szukanie alternatyw i rozwiązań
  • Rolki
  • Angielski szkolenia
  • Pozytywne nastawienie
  • Porządnie się wypłakać
  • Made by me.

  • Inspiration.