Archiwum dla Kwiecień, 2006

2 numerek.

Wyjazd o godzinie 7:00. Na miejscu czekał na nas dziadek. Zajął kolejkę, dzięki Niemu mieliśmy już numerek. Podczas dorogi dzwoniła do mnie mama. Nie odebrałam. Domyśliła się gdzie jadę. W domu czekała na mnie poważna rozmowa. Na miejscu Twój tata zjadł małe śniadanko, wypaliliśmy kilka papierosów. (Dziwne żebyśmy o tym chociaż nie pomyśleli, w TAKIM miejscu.) Ukryłam Twoją kartę urodzinową. Zaczęliśmy wchodzić już przed 9:00.
Tak jak zawsze – „Papierosy, telefony komórkowe ? Imię, nazwisko, wszystko z kieszeni, co ma pani w portfelu, prosze przejść przez bramkę.”
Otworzyły się przede mną wszystkie bramy, wejścia, kraty. Dostaliśmy 8 stolik. Idealne miejsce. W kąciku, zaciszne, słabo było nas widać z dyżurki. W sali było mało osób, bo tylko 6. Cisza. Nagle usłyszałam jakieś zamieszanie za ściana. „Z…i ! Stolik numer 8.” Spojrzałam na Twojego tate, siedział w konciku, miał zamknięte oczy, był zmęczony po pracy. Kroki. Wszedłeś. Podniosłam głowę wysoko do góry, wstałam. Byłeś ubrany w rzeczy, które Ci zapakowałam w paczce, przed 2 tygodniami. Ładnie obcięty, pachnący, ogolony. Dałeś mi długiego całusa. Podałeś rękę tacie. Usiadłeś naprzeciwko mnie. Uśmiechnąłeś się szeroko. Podałam Ci kartę. Wymieniłam imiona i przezwiska tych, którzy się podpisali. Zacząłeś czytać. Podziękowałeś buziakiem. Z portfela wyjęłam nasze wspólne zdjęcie z Warszawskich Łazienek. Na odwrocie krótkie wyznanie. Potem 3 listy.
„Ja mam potem osobistą, nie mogę tego wziąć.”
Dlatego dałam ten najważniejszy. Twój tata zamienił z Tobą kilka słów. Ja oparta o ścianę, zaparta rękoma, trzymałam nogi na Twoich kolanach. Przy czym nadwyraz uprzejmie się uśmiechałam. Nie ukrywam, cieszyłam się, że Cię widze po 14 dniach, ale postanowiłam sobie – być obojętną, chociaż na początku.
„Rozmawiajcie dzieci, i róbcie … co macie robić. Tak rzadko się widzicie.” Poszedł do kantyny zrobić Ci zakupy. Usiedliśmy bliżej ściany. Złapałeś mnie za ręce.
-”Kocham Cie”
-”A ja Ciebie nie.”
-”Nie ?”
-”Przyjechałam, bo nie miałam co robić w domu, do szkoły też nie chciało mi się iść.”
-”Nie kochasz ?”
-”Ty mówiłeś, że kochasz, obiecywałes, że nigdy nie zostawisz mnie, nikomu nie oddasz. Zostawiłeś.”
-”To nie zależy ode mnie.”
-”Zależało. Przekreśliłeś naszą przyszłość w jeden wieczór.”
-”Gdybym wiedział, nie poszedł bym na komendę. Ukrywał bym się.”
Rozmawialiśmy tak jeszcze przez chwilę. Zapytałam Cię jeszcze o kilka wazniejszych rzeczy, których nie mogłam powiedzieć przy Twoim tacie.
Kilka stolików dalej siedziała dziewczyna, którą obserwowałam 2 tygodnie temu gdy czekałam na Ciebie. Wtedy ona – przytulona do swojego mężczyzny, całowała Go po twarzy. Dziś z zazdrością patrzyła na mnie. Wiem co czuła.
Przyszedł Twój tata. Znów powiedział Ci kilka rzeczy, zapytał o adwokata, o zeznania. I odwrócił głowę.
Ty zacząłeś mnie przytulać. Dziwnie.
„Przytul mnie … tak ładnie.”
Wtuliłam się w moje kochane ciało. Choć ograniczał nas stół, ja cieszyłam się z tego co mam. Zaczynam się tego uczyć. Ucze się – jak cieszyć cię dosłownie chwilą. Chwilą zamknięta w dokładnie 60 minutach. Dobrze, że w sali nie ma zegara. Jego tykanie doprowadzało by do szału.
Twój tata pił kawę, a my przytuleni, całowaliśmy się, szeptaliśmy, troszkę świńtuszyliśmy.
Opowiadałeś mi swoje sny. Opowiadałeś jak we śnie kochaliśmy się. Jak uciekłeś. Patrzyłeś w moje okna.
-”Tęsknię za Tobą, nie masz pojęcia jak.”
-”Ja też tęsknię. Za wolnością i przede wszystkim za Tobą.”
-”A myślisz o mnie czasami ?”
-”Bardzo rzadko, staram się nie myśleć, bo potem mam chore myśli. Jest mi bardzo przykro.”
-”… Ja Cię straciłam. Straciłam 15 lutego, i trace z każdym dniem.”
-”Nie płacz, bo i ja zaraz się rozpłacze.”
Po policzkach płynęły łzy, dotykałeś mnie rękoma po twarzy, delikatnie. Przytulałeś. Czułam się tak bezpiecznie. Czułam Ciebie, czułam Twój zapach. Widziałam Twoją smutną twarz, Twoje smutne oczy, które powstrzymywały się od płaczu. Bo płakać nie mogły, płakać nie chciały.
-”Tak ładnie dziś wyglądasz. Ten różowy sweterek …”
-”A Ty nie !”
-”Nie ? No trudno. Starałem się.”
-”Za bramą wyglądał byś o wiele ładniej.”
-”Wiem. Za bramą wszystkie laski moje.”
-”Chyba tylko jedna !”
-”Tak, jedna, jedyna …”
Roześmialiśmy się oboje. Kocham Twój uśmiech, kocham zapach, kocham dłonie, kocham ciało, kocham, kocham …
Zacząłeś mi opowiadać co dzieje się w celi, jakie macie pomysły, co robicie. Śmiałam się, choć nie wszystko do końca było takie zabawne. Wiezienny humor trzeba zobaczyć, żeby rozbawił. Uśmiechałam się, aby Tobie było miło. Niestety Ciebie również moje żarty nie śmieszyły. Czasem nawet dziwnie się wzdrygałeś.
Usmiechnęłeś się do mnie po skończonej opowieści, kursie na prawo jazdy dla kolegi i połamanej misce.
-”Kocham Cię.”
-”Ja Ciebie też, ale czasem brak mi sił.”
-”Nie dziwie Ci się.”
-”Będę przy Tobie trwać.”
-”Nie mów hop, puki nie przeskoczysz.”
-”Będę trwać, puki będę miała siłę.”
-”Nie obiecuj mi, bo ja wiem jak to jest …”
Tracisz na egoiźmie, zyskujesz takie wady jakimi są bezwzględność i znieczulica. Znieczulica skarbie ? Dal ukochanej osoby ? Prawie całe spotkanie sprowadzałeś mnie na ziemię, uświadamiałeś, i przekreślałeś nadzieje.
Ale mimo to było o wiele lepiej niż poprzednio. Nie używałeś już tego swojego śmiesznego języka. Przytulałeś, całowałeś. Byłeś dla mnie. Byłeś inny niż wcześniej. Niż dwa tygodnie temu. ‚Lepszy’.
Spotkanie troszke się przedłużyło. O jakieś 15 minut. Co mnie cieszyło bardzo.
Kartki zabrać niestety nie mogłeś. Ale ucieszył Ciebie jej widok, widok tych podpisów i pozdrowień. Wyślę Ci to pocztą. Ostatni pocałunek, pomahałam Ci ręką. Przechodząc przez te wszystkie bramy i kraty, myślałam … Nawet nie pamiętam o czym. Raczej o Tobie, o spotkaniu, o tym, że z każdym krokiem zostawiam Cię gdzieś tam z tyłu. Może mnie widzisz. Może też czujesz mój zapach na swoich dłoniach.
Wizyta u Twoich dziadków. Masz bardzo mądra babcię. Robi pyszną kawę.

Płakałam dopiero w domu. Po rozmowie z mamą. Tuliłam zdjęcie. Patrzyłam w okno. I marzyłam. – Teraz mógł byś być tu, obok mnie.

20.04.’06.

Bóg z Nami, huj z Nimi !

4 maja masz urodziny. Zrobiłam Ci kartę urodzinową. Zostawiłam dużo miejsca na podpisy. Dziś zmobilizowałam się, i zebrałam je od Twoich najbliższych znajomych. Wszyscy bardzo chętnie się podpisywali. Mówili, że to bardzo dobry pomysł, że się ucieszysz. Śmiesznie pisali, śmiesznie Cię pozdrawiali. Przy czym prosili aby Ci dopowiedziała kilka rzeczy. Karta się podobała. Ja cieszyłam się, że wszyscy byli tacy chętni. Mam nadzieję, że i Tobie się spodoba.

„Dla Słoniątka zawsze.”

15.04.’06.

* Dokładnie 2 miesiące. Dokładnie 60 dni.

* Święta bez Ciebie. Pierwsze Święta Wielkanocne bez dziadka.

* Z dziadkiem dziś porozmawiam i zapalę lampkę. Z Tobą niestety nie porozmawiam.

* Jeszcze dwa lata temu, dokładnie w Wielką Sobotę widziałam Cię jak szedłeś z bratem, w ręku trzymałeś Święconkę.

* Niedługo Twoje urodziny. Mam pewnien pomysł.

* Już nie długo następne widzenie. Już nie zapłaczę. Będę wiedziała jak się zachować.

* Życzę Ci wszystkiego co najlepsze, tegorocznych Świąt.

10.02.’06.

Ona:
A jak z … G.. ?
Ja:
Oj dużo się dzieje.
Ja:
Znow jesteśmy formalnie razem.
Ja:
On bardzo się cieszy, ja w sumie też … chyba.
Ona:
:o
Ona:
No co Ty ?
Ja:
Ale najbardziej niepokoi mnie fakt, że chyba pokochałam Go od nowa … zaczęło mi odrobinę bardziej zależeć.
Ona:
Poważnie ?
Ja:
Tak
Ona:
No co Ty ?!?!?
Ona:
Boooże nie widziałam się z Tobą kilka dniii iii.. taki szok …
Ona:
Ale ja nic nie wiem !
Ona:
Cholerka, nie jestem na bierząco.
Ja:
W sumie żadna rewelacja.
Ona:
No ale … to chyba z jednej str. dobrze ?
Ja:
Z tą miłością ?
Ja:
Tak … tak mi lżej jest troszkę. Z drugiej strony … ja chciałam od tego uciec.
Ja:
Jednak wiesz .. ktoś chce abyśmy byli razem. Ktoś, coś …
Ja:
Jestem skazana na małe tuptusinki.
Ona:
Rozumiem.
Ona:
A ja dzisiaj myślałam, że między Wami jest bardzo źle …
Ja:
Owszem, czasami jest bardzo źle … Nie mam siły do Niego. Ale powoli zbieram i regeneruje moc.
Ja:
Może coś uda mi się z Niego wykszesać.
Ona:
Miejmy taką nadzieję.

14.04.’06.

* Jutro miją dw miesiące. Dokładnie 60 dni od momentu kiedy widziałam Cię po raz ostatni.

* We wtorek wysłałam do Ciebie kolejne listy. W tym jeden wyjątkowo gorzki. Opisałam nasze widzenie. To pierwsze podobno miało być bardzo miłe.

* 21ego być może pojadę na następne widzenie. Już będę wiedziała jak się zachować, co mnie czeka. Czeka na mnie człowiek, który zapomina kim dla Niego jestem.

* Twoja babcia płacze mi w słuchawkę. Pociesza i użala się nade mną. Nie zwrócę jej uwagi.

* Psa już nie ma. Ale to niewiele. Tyle, że może będzie czyściej. A Twój tata już nie zapyta mnie z głupim uśmiechem „Czy wyjdę z psem?”

* Brak mi Ciebie. Brak gdziekolwiek jestem. Na imprezie u koleżanki, w barze na piwie, na spacerze, ze znajomymi na bilardzie. Gdy oglądam film, palę rano papierosa, jem kolację.

* Tracę nadzieję na to, że jedna sankcja wystarczy. Ty mnie w tym utwierdzasz, ludzie, sytuacja. Męczy mnie to.

15 numerek.

Punkt 8:00. Numerek 15. Widzenie planowane na godzinę 10:00. Przez dwie godziny, nie wiedziałam co ze sobą zrobić, ze strachu było mi na przemian raz zimno raz ciepło. Paliłam papierosa za papierosem i czytałam po kilka razy ogłoszenia – „Tymczasowo aresztowani widzenia w dni powszednie. Od litery A do M w poniedziałki, od litery N do Z w piątki. Paczki przyjmowane raz na kwartał.” Obok tabliczka – biało na czerwonym „Areszt Śledczy.” Przeraża mnie to miejsce. „Co ja tutaj robie ?”
Godziny dłużyły się.
„Madziu to pierwsze widzenie, ja wiem co czujesz.” Dlatego było mi lepiej psychicznie. Dobrze, że byłaś.
„Widzenie od numeru 15 do numeru 24.” Głos z głośnika. Ugięły mi się kolana, trzęsły ręce.
„Imię i nazwisko pani. Proszę wyjąć wszystko z kieszeni, przejść przez bramkę, pokazać portfel.”
Bramy otwierały się jedna za drugą. Kraty, drzwi. Weszłam na plac i ‚zobaczyłam’ ten mały światek od środka. W nadziei, że widzisz mnie gdzieś z okna i cieszysz się na samą myśl, że zaraz zobaczysz. Ja się bardzo cieszyłam, wiesz ?
Zimna, obskurna klastka. Wywołano moje nazwisko i Twojego taty. Usiedliśmy przy stole. Dookoła więźniowie i odwiedzający. Matki z dziećmi, dziewczyny. bracia, matki, ojcowie.
Cały czas ktoś wychodził, ktoś przychodził. Czekaliśmy. Wiedziałam doskonale, co chcę Ci powiedzieć, o co zapytać. Wszystko dokładnie miałam przemyślane. Czekaliśmy. Wyjęłam nasze wspólne zdjęcie. Na odwrocie napisałam krótki liścik. Czekaliśmy. Wprowadzili Was po godzinie. Zobaczyłam Cię przez szybę. Patrzyłam w Twoją stronę.
Nawet nie uśmiechnąłeś się. Wszedłeś do sali szybkim i zdecydowanym krokiem. Przytuliłeś ojca. Podszedłeś do mnie, pocałowałeś. Mruknąłeś, że masz coś dla mnie, i na język dostałam list. Do tego jeszcze mnóstwo nakazów, numerów telefonów i litanię tego co mam powiedzieć jeśli ktoś zadzwoni.
Usiadłeś na przeciwko ojca. Zaczęłeś z nim rozmawiać. Po czym odwróciłeś się w moją stronę i głośno zapytałeś „Co tam ?”
Zrobiło mi się przykro. Co ja Ci kurwa mogę dzieciaku powiedzieć ? Co mogę zmieścić w 60 minut ? Równie dobrze mogę powiedzieć, że huj Cię to interesuje.
Głupio się uśmiechnęłam. Poprosiłam Ciebie o to samo. Dostałam tępy uśmiech, urwany w pół, bo coś Ci się nagle przypomniało. Dałam Ci zdjęcie. Przeczytałeś krótki liścik, nic nie powiedziałeś.
Położyłam na stole rękę, z nadzieją, że schowasz ją w swoje. Pocałowałeś mnie w nią i zapytałeś co chcę. Zrezygnowana spojrzałam na stolik obok. Dwoje młodych ludzi. Chłopak głaskał dziewczynę po twarzy i szeptał cichutko. Pewnie coś miłego.
Spojrzałam na Ciebie. Opowiadałeś co dzieje się na celi, tym swoim śmiesznym językiem. Nie mogłam Cię zrozumieć, ale potem już nawet nie prosiłam abyś przestał.
Po kilku chwilach Twój tata poszedł zrobić Ci zakupy. Dawno nikt u Ciebie nie był, napewno masz puste szafeczki. Mieliśmy chwilkę dla siebie. Przytuliłeś mnie. Nareszcie miałam Cię dla siebie.
„Cieszę się, że jesteś – moja mała księżniczko.” Uśmiechnęłam się szeroko. Pocałowałeś mnie. Tak namiętnie. Brak mi było tego, nawet nie wiesz jak. Dotykałam Cię po twarzy, odrobinę szczuplejszej niż przedtem. Gładziłam po plecach, poprawiałam kołnierzyk. Na dłoniach czułam Twój zapach. Cieszyłam oczy, dłonie, zmysły.
Za chwilę był już Twój tata. Znów zacząłeś z nim dyskutować. Czasem aż głupio było mi się odezwać. Często siedziałam w milczeniu i oczekiwaniu aż Ty zapytasz. Zaczęłam Ci się przyglądać.
-”Czyje to jest ? Skąd to masz ?”
-”Na jedno się zamieniłem, a drugie zakręciłem.”
-”Jak to zamieniłeś ? Co oddałeś ?”
-”Ten jasny sweterek.”
-”Przecież dostałeś go ode mnie na urodziny !”
-”To nie było na urodziny, a z resztą na nim były plamy i nie mogłem ich sprać.”
Zamilkłam. Przeraził mnie Twój brak uczuć. Brak sentymentu. Miałam ochotę się rozpłakać. Nie po raz pierwszy tamtego dnia.
Co chwilę łapałam Cię za rękę. Na siłę szukałam odrobiny czułości. Wtulałam twarz w Twoje dłonie, całowałam je, przytulałam, głaskałam. Nie zwracałeś na to uwagi. Wręcz dziwnie się przyglądałeś czasem. Miałam wrażenie, że specjalnie gestykulujesz, przy czym puszczałeś moją dłoń. Pisałeś coś na kartce. Wyrywałam Ci długopis i łapałam za rękę. To było jednocześnie przykre i irytujące.
Moje żarty Cię nie śmieszyły, słowa nie wzruszały, gesty do niczego nie zmuszały. Byłeś obojętny na to co robie, mówię.
Do końca widzenia zostało jeszcze kilka chwil. Twój tata odwrócił się na chwilę, a Ty powtórzyłeś się;
„Tak się cieszę, że Cię widzę.” Przytuliłeś, pocałowałeś. Całowaliśmy się tak przez krótką chwilę. Wtuliłeś mi twarz we włosy.
-”Kocham Cię.”
-”Ja Ciebie też, moja mała Tuptusinko, nawet nie wiesz jak bardzo.”
Znów chciałam zapłakać. Cieszyłam ucho brzemieniem tego pięknego słowa. Jedynego wyznania jakie usłyszałam po 52 dniach przez 60 minut.
„Koniec tego dobrego !” Wstaliśmy od stolika. Stanąłeś naprzeciwko mnie. Przytuliłeś.
-”Tak dawno Cię nie widziałem.”
-”Nie widziałam Cię 52 dni, ponad 1200 godzin. Liczę godziny do Twojego wyjscia.”
-”Nie myśl sobie, że ja wyjdę po jednej sankcji, to nie będzie takie piękne …”
-”Zamilcz !”
Ostani pocałunek. Zamknęły się za Tobą drzwi. Schodziłam po schodach smutna, przerażona, zawiedziona. Nie tego oczekiwałam. A może znów za wiele od Ciebie wymagam ? Tak trudno się domyśleć, że potrzebuję odrobiny czułości ?
Stanęłam na klatce schodowej, owinęłam się kurtką. Puściły mi nerwy. Po policzku spłynęły łzy. Było mi cholernie przykro. Oszołomiona, przechodziłam przez te wszystkie bramy, kraty, przejścia. Strażnicy perfidnie się na mnie patrzyli.
„Nie widziałeś gadzie płaczącej, stęsknionej kobiety ?”
Wyszłam na zewnątrz. Wmawiając sobie, że może tak musiało być, może nie miało szansy stać się inaczej.
„Nie płacz Madziu.” Po dłuższej chwili było dobrze. Przez cały dzień myślałam tylko o tym, myślę do teraz. Przez cały dzień czułam na dłoniach Twój zapach. Słyszałam Twój głos. Wieczór przepłakałam.

Jednak przeczucie mnie nie myliło – wszedłeś jako mały wredy, wyjdziesz jako kawał skurwysyna.

*

On:
„Jak ja sie ciesze, że jesteś.”
Ja:
„Co pomyślałeś, kiedy mnie zobaczyłeś ?”
On:
„Jest moja mała księżniczka.”

Twoje piękne listy, słowa, wyznania, obietnice. Wszystko to wydaje mi się teraz takie bez znaczenia. Miałam rację myśląc, że wypalą się w Tobie uczucia. Brak Ci czułości, uczucia, pełno perwersji, bezinteresowności.
I choć to ja przytulałam Twoje dłonie, całowałam po głowie, poprawiałam kołnierzyk, kiedy Ty siedziałeś z kamienna twarzą – oczy zaświeciły mi się z radości kiedy wszedłeś do sali.
Część życia, którą układałam przez 52 dni, wszystkie myśli
, postanowienia, siła która we mnie rosła – jedno spojrzenie, wspomnienie Twojej twarzy, wszystko prysło. Z każdą chwilą robiłam się co raz mniejsza, i co raz szerzej się uśmiechałam. Ciesząc oczy Twoim widokiem, napawając radością.

6.04.’06 r.

Jutro 7 kwietnia. Jutro już się zobaczymy kochanie – „Kochanie. Chciał bym móc do Ciebie tak mówić.” – często to pisałeś gdy się pokłóciliśmy. Ja wypominałam i straszyłam, a Ty strasznie się bałeś, że Cię zostawie. Co Ty byś beze mnie zrobił ?

Strasznie się boję jutrzejszego dnia. Myślałam nawet momentami nad tym, aby nie jechać, aby powiedzieć Twojemu tacie, że nie mogę, że moja mama nie chce, że jadę o babci, że … że najnormalniej na świecie się boję.
Boję tego jaki jesteś. Boję, że zastęsknię, że wspomnę, że następne dwa tygodnie będę miała wyjęte z życia. Boję, że znów wszystko będę musiała sobie układać. Dosłownie i w przenośni.

Jednocześnie cieszę się, że nareszcie po 52 dniach zobaczę Cię ! Dotknę, pocałuję, złapię za rękę. Poczuję zapach. Spojrzę głęboko w oczy. I już się nie zamartwię gdzie byłeś, z kim i co robiłeś. Bo Ty cały czas tu. A ja mogę ‚wszystko’.
Zapomniałam już jak brzmi Twój głos, jak dotykasz, jak się poruszasz.

Tęsknię za tym, a jednocześnie, boję się. Staram się nie myśleć. Paranoja.

Ile można zmieścić w 60 minutach ? Ile pocałunków ? Ile słów ? Tych czułych i tych banalnych ? Ile muśnięć ręką ? Spojrzeń ? Ile można wylać łez ? Ile ? Godzina, 60 minut, 3600 sekund. Ile to jest w porównaniu do 52 dni ? 1248 godzin ? To jest tyle co … nic.

Mam nadzieję, że zasnę.

Pan W.Z. – dzwoni [Odbierz] [Odrzuć]

„Wszystko jest na mojej głowie !”

Na Pana głowie ? Ja mam dopiero 18 lat ! Za rok maturę, chłopaka w więzieniu, Jego matkę pod opieką, psa, i Pana ! Swoje małe i duże problemy osobiste, rodzinne, i swoje prywatne życie do cholery ! Przyjaciółka kopnęła mnie w dupe. Moja mama zaczyna Pana nienawidzieć, nie szanuje Pana syna – przy czym osoby którą kocham.
Myśli pan, że życie cudzym życiem jest przyjemne ? Że budzenie mnie punkt 6:00 rano żebym wyszła z Pana pieskiem jest normalne ? O 1:00 w nocy, gdy Pan za dużo wypije i chce Pan z kimś porozmawiać – czy to jest dojrzałe ?
Pilnowanie 50 letniego faceta żeby wszystko załatwił ? Szukanie świadka na własną rękę ? Załatwianie adwokata, bo Pan znalazł takiego, który nie odbiera od Pana telefonów ? Rozmowy, spotkania z nim ? Ja ?
Obiady ? Zakupy dla żony ? Wizyty u Pana rodziców ?

Miał Pan zadzwonić do adwokata w poniedziałek. Nie zrobił Pan tego, bo najebał się Pan jak świnia i poszedł Pan spać ! Zrzucił Pan to na mnie. Miałam zrobić to dziś. Prócz tego miałam jeszcze wyjść z Pana pieskiem i załatwić żonie fryzjerkę. Nie zrobiłam żadnej z wymienionych. Wypięłam się tak jak Pan powoli wypina się na syna.

Prawie 50 dni prosiłam się o zgodę na widzenie. Dostałam ją 47 dnia. Całowałam, przytulałam. Po czym oznajmił mi Pan, że nigdzie nie jedziemy bo nie chce się Pan spóźnić do pracy – Zabrał ostaniego papierosa, i śmiał się Pan wypuszczając dym nosem.

Nie zastąpie Panu syna. Nie oddam swojego życia. Nie poświęce. Nie będę Pana dobroduszną poganiaczką. Nie lubie Pańskiej żony. Nie lubie psa, bo go nie wychowaliście. Nie lubie Pana – bo jest Pan niedojrzały, za wygodny, niezdyscyplinowany, samolubny, obżydliwy w tym co Pan robi. Zaczynam nienawidzieć Pana całą wręcz chorą rodzinę !
Nie postawie się Panu, bo jestem za młoda, być może za mało odważna – ale któregoś dnia zamilknę. Przyniosę klucze i telefon. Zesra się Pan beze mnie !

!

Dobrze za półmetkiem – 50 dni.

Jak minęły ?
Było ciężko. Jest teraz poprostu dobrze. Zleciały w mgnieniu oka, przy czym potfornie się dłużyły momentami.
Za mną wieczory wylanych łez, dni uśmiechu – i odwrotnie. Dni tęsknoty i miłości, jak i dni nienawiści i braku poszanowania – dla Twojej osoby. Dni nadziei, dni zwątpienia. Brak sił i wiara. Jedno zaprzecza drugiemu. Ja zaprzeczam sobie też. Przy Tobie to co czułam – przeczyło sobie wzajemnie. Narazie żyję, tym, że za prawie 48 godzin Cię zobaczę. Ale ja jeszcze tupnę nogą !

  • Made by me.

  • Inspiration.