Bierzesz do reki zyletke …
Masz swoja specjalnie na te okazje ! Siadzasz w kaciku, po cichutku, po malutku … Odwijasz rekaw, ogladzasz reke, na przemian z zyletka. Przymiezasz sie. – I tniesz. Szczypie, boli, jednak Ty tniesz dalej. Widzisz krwe, ale to jeszcze nie powod do satysfakcji … Jeszcze nie teraz ! Tniesz jeszcze kilka razy … Boli, krew leci strumienimi. Reka zaczerwianie sie, byc moze sinieje – to akurat nieistotne.
Ulzylo ? Tak … Juz wiesz jak pokazac bol i cierpienie. Juz wiesz jak zamanifestowac to. Ocierasz reke z krwi ? Tak zrob to … Rana moze sie nie zagoic. Bo przeciez, jak wiesz – bolace rany goja sie bardzo dlugo.
Wstajesz, patrzysz w lustro. Mloda, rozesmiana z pozoru twarz.
Szybki telefon – ustawka. 15 zlotych na 3 osoby. To tlumaczy wszystko. Nabitka na zabitka … ten dziwny drazniacy, ale z czasem zadawalajacy zapach. Buch za buchem … Spalony wyraz twarzy, spalony usmiech. Idziesz do domu ?
Idz …
W domu bierzesz ciepla, pachnaca, pienista kapiel … i zyletka. Potem znow widok krwi.
Przyzwyczajenie … to jak nowa lampka w pokoju, do ktorej z czasem i tak przywykniesz.
Nic Ci to nie mowi ? Nie znasz tego uczucia ? Nie wiesz o czym mowie ? To ja Ci opowiem … opowiem Ci jak to wszystko sie zaczelo …