07.05.'12
Się trochę zmanierowałam mieszkaniem w Warszawie. Moje zachowania i przyzwyczajenia też zrobił się takie Warszawskie.
Dziś szybko zerwałam się z łóżka, bo moja prywatna opieka medyczna wysłała mi smsa z terminem i lokalizacją wizyty lekarskiej z grubym opóźnieniem. I jak już od miesiąca próbuję dotrzeć do ginekologa i zbadać to co tam się mi dzieje, to tym razem znów nie dotarłam. A ostatnia wizyta u starej miągwy skończyła się stwierdzeniem, że badania robi się co trzy lata, i co ja tu robię. WTF ? Powinna mnie po piętach całować.
Nie zmartwiona nie zrealizowaną wizytą u doktora, wleciałam jak szalona do centrum handlowego. Po Warszawsku siadłam se pijąc cappucino, i podglądając znajomych na Facebooku. Orbit ? No jaha!
Gadżety do domu, potem gadżety do lodówki, i gadżety do szafy. Mój mały wąż z kieszyni trochę się zirytował, zaczął nerwowo sie poruszać, bo zbyt wiele razy wciągnęłam moją czekoladową kartę. Próbowałam go uspokoić kurtką z przeceny, jednak na niewiele się to zdało. Uspokoił się dopiero w domu podczas zabaw w ogrodnika, a całkowicie odetchnął przy zabawie we fryzjera. Haha, ale jazda.
Może to wydać sie głupie (z resztą nie tylko to), ale najciekawszym momentem, tuż po dobieraniu dodatków do mieszkaniu, było mało Warszawskie klapnięcie na ławce, i obserwowanie ludzi. Jakaś stara baba zażerała kawałek pizzy, kolo motywował swoich pracowników przez telefon, spodobał mi sie jej buty, a tamte jeansy jednak lepiej by wyglądały na mnie.
W sumie nabijam się trochę, ale tak raczej jest, że każdy prędzej czy później zaczyna oddychać Warszawskim powietrzem. Gdyby to było Zajezierze, to oddychała bym tym Zajezierskim. Począwszy od kawek i herbatek w Coffee Heaven, opowiadaniu o swoim życiu na portalu, po lansowanie się z najdroższym telefonem, eee ... zmieniłam na ten tańszy. Jeszcze tylko powinnam się nauczyć tego chamstwa a'la na Warszawkie. Swoją drogą w Gdyni żyje się wolniej, spokojniej, mniej stresowo, czyściej i lżej się tam oddycha.
Tagi: warszawka
note by mysteriousness ® | 2012-05-07 |
21.04.'12
Upłynęło trochę czasu. Studia, ukochany, uporządkowane życie, i wspólne życie pozostało. Pojawiły się dzieci, kot, pies, i dom z białym płotkiem.
Okazuje się, że wiele od tamtej chwili się nie zmieniło. Cały czas w zasadzie, gdzieś tam głęboko marzę o tym samym, to chyba dobrze ?
Żyję z ukochanym, mamy prześmiesznego kota, mieszkamy na swoim, mamy wspaniałych znajomych i przyjaciół, kochającą rodzinę i bliskich. Nadal marzę o domu z białym płotkiem, ogrodzie, studiach, dużym psie, dzieciach, i życiu takim by dla nas było najlepsze, najszczęśliwsze.
Mam wrażenie, że czasem nawet głośno nie mówiąc o marzeniach, po cichutku je realizujemy, a los nam sprzyja, by się ziściły.
Swoje myślenie i działania zaprogramujemy w jakimś konkretnym kierunku, prawie jak parzenie porannej kawy, choć mieszając łyżką w kubku nie myślimy, że jest nam potrzebna do przetrwania tego poranka, poprostu jest to kolejny, w ten sposób zaczęty dzień.
Ja parzę zawsze tak samo, leję taką samą ilość mleka, bo tak sobie kiedyś wymyśliłam.
Chciała bym mieć trochę więcej zapału, i wiary w dążeniu do spełnienia marzeń. Nie liczyć jedynie na los, szczęście, i przypadek.
Ale już tyle razy próbowałam wziąć życie w swoje ręce i nim kierować, a i tyle razy nie wyszło mi to w żaden sposób, a teraz wątpię.
Chciała bym mieć ten sam zapał, tą samą wiarę, i tę sama fantazję, jak wtedy gdy miałam 16 lat. Okazuje się, że człowiek wtedy wcale nie myśli o głupotach i o nie realnym. Może kiedyś zapomnę o napadzie, pobiciu, złych ludziach, którzy niszczyli nam życie, wszystkich niepowodzeniach, złych decyzjach, powracających problemach, i zacznę układać swoje życie klocek po klocku, w idealną całość, z marzeń, pragnień, krok po kroku, aż powstanie dokładnie to co wymarzyła sobie na uśmiechnięta 16latka.
Tagi: marzenia
note by mysteriousness ® | 2012-04-21 |
21.04.'12

Gdyby tak odważyć się marzyć ...


Wszystkie obrazy zawierają swój oryginalny adres. Nie są moją własnoąścią.
Tagi: marzenia
note by mysteriousness ® | 2012-04-21 |
17.04.'12
"Jesteśmy na siebie skazani, więc nie utrudniajmy sobie życia."
Wypoczęta, po środowych porządkach (tak tak, dla mnie dzień nie ma znaczenia, jestem porąbana), środowych zakupach, na półmetku robienia kolacji dla Ł. - dziś sandwicze z kurczakiem i papryką, ze śpiąco-mruczącym kotem na kolanach, pełna inspiracji do wymajstrowania czegoś nowego, zastanawiam się poważnie nam moja pracą, i tym, że już 6 miesiąc robię coś tylko dla pieniędzy, swoją drogą bardzo bardzo marnych, a nie dla pasji, i że mam pracę, która mnie nie lubi. Zazdroszę ludziom, któryh pasjonuje ich zawód, którzy z nowymi pomysłami wstają rano, a jadąc do pracy planują dzień. Wiem wiem, powinnam wziąć się w garść i coś postanowić, ale dopiero w sierpniu coś postanowiłam, i na dobre mi to nie wyszło. Wale te motywacyjne książki, niech życie sobie płynie jak chce, i tak nie mam na nie wpływu, oby skończyło się szybko i bezboleśnie.
note by mysteriousness ® | 2012-04-17 |
